inwokacja



Wyświetlono wersję archiwalną wątku "inwokacja" z forum pl.hum.polszczyzna





Strona 1 z 71, 2, 3, 4, 5, 6, 7


lecki - 7 Gru 2001, 13:07

    Czy ktos z Was moze wie gdzie mozna znalezc opis inwokacji Pana
Tadeusza?/bardzo pilnie potrzebuje na niedziele po poludniu!!!


Zbigniew Bagiński - 7 Gru 2001, 13:15

    Czy ktos z Was moze wie gdzie mozna znalezc opis inwokacji Pana
Tadeusza?/bardzo pilnie potrzebuje na niedziele po poludniu!!!

Weź całą inwokację. Nie jest długa. Miłego popołudnia.:-)



Zbig.Bag.


baya - 7 Gru 2001, 14:47

http://monika.univ.gda.pl/~literat/panfull/0001.htm
Tu masz całą inwokację, a nawet całego "Pana Tadeusza". Inwokacja nie jest
długa, jeśli przeczytasz, sam poradzisz sobie z opisem. Szkoda, żebyś używał
cudzego (czyli któregoś z nas) stylu, powinieneś pisać własnym. Powodzenia.
baya

MACiek Traczyk - 7 Gru 2001, 16:57



  Czy ktos z Was moze wie gdzie mozna znalezc opis inwokacji Pana
Tadeusza?/bardzo pilnie potrzebuje na niedziele po poludniu!!!



? A nie na poniedziałek rano przypadkiem?

;-)



Stanislaw de Toleaux - 7 Gru 2001, 19:44


    Czy ktos z Was moze wie gdzie mozna znalezc opis inwokacji Pana
Tadeusza?/bardzo pilnie potrzebuje na niedziele po poludniu!!!



Po co Ci opis? Masz inwokację, tylko nie jestem pewien, czy dokładnie:
pamiętam. Mogą być jakieś maleńkie różnice , nieistotne. Co ważniejsze, masz
to już w nocy z piątku na sobotę, do niedzieli zdążysz przeczytać...

Litwo, Ojczyzno moja, Ty jesteś jak zdrowie.
Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
kto Cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknie po Tobie.

O Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
i w Ostrej świecisz Bramie, ty co gród zamkowy
nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem,
jak mnie dziecko do zdrowia przywróciłaś cudem,
gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
ofiarowany martwą podniosłem powiekę,
by zaraz pieszo do Twych świątyń progu
iść za wrócone życie podziękować Bogu.

Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną
do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
szeroko nad błękitnem Niemnem rozciągnionych.
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
pozłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem,
gdzie bursztynowy świerzop, gryka, jak śnieg biała,
gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała...
...
Wśród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,
na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju
stał dwór szlachecki. Z drewna, lecz podmurowany.
Bieliły się z daleka pobielane ściany,
tym bielsze, że od ciemnej odbite zieleni
topoli, co go chronią od wiatrów jesieni.
Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi.
I stodołę miał wielką, i przy niej dwa (może trzy) stogi
obrządku, co pod strzechą zmieścić się nie może.
Widać, że okolica obfita we zboże.
Brama na wskroś otwarta przechodniom ogłasza,
że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza...

Dalej nie pamiętam...
Widzisz, jak za komuny maltretowali młodzież szkolną?
Nie tylko kazali czytać, ale i uczyć się na pamięć.
Łajdacki totalitaryzm.
I w internecie nie można było się zapytać. :-)
Stasinek


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 07:32




|     Czy ktos z Was moze wie gdzie mozna znalezc opis inwokacji Pana
| Tadeusza?/bardzo pilnie potrzebuje na niedziele po poludniu!!!

Po co Ci opis? Masz inwokację, tylko nie jestem pewien, czy dokładnie:
pamiętam. Mogą być jakieś maleńkie różnice , nieistotne. Co ważniejsze, masz
to już w nocy z piątku na sobotę, do niedzieli zdążysz przeczytać...



(...)

Dalej nie pamiętam...
Widzisz, jak za komuny maltretowali młodzież szkolną?
Nie tylko kazali czytać, ale i uczyć się na pamięć.
Łajdacki totalitaryzm.
I w internecie nie można było się zapytać. :-)



Paskudne czasy przyszły. Moi rodzice znają na pamięć mnóstwo rzeczy,
mnie w szkole uczyli tylko krótkich fragmentów, a teraz pewnie na fali
pogardy dla ,,wiedzy encyklopedycznej'' niczego się w biedne mózgi nie
wtłacza. To samo jest z nauką języków obcych. Moje (i moich rodziców)
doświadczenie pokazuje, że najlepiej uczyć się zapamiętując dłuższe
fragmenty. Nie ma wtedy problemów z rodzajem, przypadkiem itp.
Niestety teraz w książkach do języków są główniw wykresy, komiksy i
schematy.


grawd3 - 8 Gru 2001, 09:15

Paskudne czasy przyszły. Moi rodzice znają na pamięć mnóstwo rzeczy,
mnie w szkole uczyli tylko krótkich fragmentów, a teraz pewnie na fali
pogardy dla ,,wiedzy encyklopedycznej'' niczego się w biedne mózgi nie
wtłacza. To samo jest z nauką języków obcych. Moje (i moich rodziców)
doświadczenie pokazuje, że najlepiej uczyć się zapamiętując dłuższe
fragmenty. Nie ma wtedy problemów z rodzajem, przypadkiem itp.
Niestety teraz w książkach do języków są główniw wykresy, komiksy i
schematy.
Michał Wasiak



Masz rację. Mój przyjaciel RosjanoPolak, którego edukacja maturalna przypadła
na drugą połowę lat 50-tych XX wieku, mógł się nauczyć w byłym ZSRR (w
Stawropolu) języka angielskiego tylko słuchając radia (podręczników ani
słowników nie było). Po roku takiej nauki przystąpił do egzaminu na filologię
angielską w Uniewrsytecie Moskiewskim i zdał. Na egzaminie miał streścić 3
strony tekstu. Na przygotowanie się do odpowiedzi miał 20 minut. Ponieważ w
ogóle nie znał gramatyki (bo nie miał z czego się nauczyć), jedyne co mógł
zrobić, to zapamiętać cały tekst - i zrobił to.
Grażyna


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 09:24


Paskudne czasy przyszły. Moi rodzice znają na pamięć mnóstwo rzeczy,
mnie w szkole uczyli tylko krótkich fragmentów, a teraz pewnie na fali
pogardy dla ,,wiedzy encyklopedycznej'' niczego się w biedne mózgi nie
wtłacza. To samo jest z nauką języków obcych. Moje (i moich rodziców)
doświadczenie pokazuje, że najlepiej uczyć się zapamiętując dłuższe
fragmenty. Nie ma wtedy problemów z rodzajem, przypadkiem itp.



Owszem. W wyniku tego tak naprawdę nie zna się języka, a jedynie ileś
tam "dłuższych fragmentów".  

Niestety teraz w książkach do języków są główniw wykresy, komiksy i
schematy.



Jak myślisz, czemu one służą? Masz dwadzieścia minut na zastanowienie
;)


grawd2 - 8 Gru 2001, 09:30

Owszem. W wyniku tego tak naprawdę nie zna się języka, a jedynie ileś
tam "dłuższych fragmentów".  
Rafał



A to już zależy od tego, jak nauczyciel znajomość tych "dłuższych fragmentów"
wykorzysta
Grażyna


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 09:36


oznajmił(a) światu:

| Owszem. W wyniku tego tak naprawdę nie zna się języka, a jedynie ileś
| tam "dłuższych fragmentów".  
A to już zależy od tego, jak nauczyciel znajomość tych "dłuższych fragmentów"
wykorzysta



A jak ma wykorzystać? Taka metoda nauczania języka obcego zakłada
"automatyzację". Automatyzacja, mówiąc krótko, jest be. Obecnie stawia
się na zupełnie co innego - i całe szczęście.


grawd2 - 8 Gru 2001, 09:50

A jak ma wykorzystać? Taka metoda nauczania języka obcego zakłada
"automatyzację". Automatyzacja, mówiąc krótko, jest be. Obecnie stawia
się na zupełnie co innego - i całe szczęście.
Rafał



To tylko połowa prawdy. Jeśli uczysz się tekstu na określony temat, a następnie
pod kierunkiem nauczyciela przekształacasz każde zdanie tekstu na pytanie, na
które możesz udzielić automatycznej odpowiedzi, to wkrótce możesz na ten temat
dyskutować.
Grażyna


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 12:17


oznajmił(a) światu:

| A jak ma wykorzystać? Taka metoda nauczania języka obcego zakłada
| "automatyzację". Automatyzacja, mówiąc krótko, jest be. Obecnie stawia
| się na zupełnie co innego - i całe szczęście.
To tylko połowa prawdy. Jeśli uczysz się tekstu na określony temat, a następnie
pod kierunkiem nauczyciela przekształacasz każde zdanie tekstu na pytanie, na
które możesz udzielić automatycznej odpowiedzi, to wkrótce możesz na ten temat
dyskutować.



Dyskutować? Pomimo braku cudzysłowu bądź odpowiedniego emotikonu
rozumiem, że użyłaś tego słowa mocno przenośnie/humorystycznie.
Inaczej nie jestem tego w stanie zinterpretować. To co powyżej

której w nauczaniu języków powinno się za wszelką cenę unikać.

Owszem, są wieszyki, są piosenki itp., które, jeśli się ich nauczyć,
pomagają coś tam - zwykle konstrukcję gramatyczną - zapamiętać. I
niech sobie będą. Jednak zmuszanie do uczenia się tekstów na pamięć
będące regularną, podstawową metodą nauki języka obcego wzbudzać musi
dreszcze na całym ciele i przypominać lekcje łaciny, o których czytało
się w książkach...


lecki - 8 Gru 2001, 12:42

tak tak ,tylko problem w tym ,ze ja mam dopiero 14 lat i nie mam pojecia o
co w tym wogole chodzi!!!!!BLAGAM O POMOC!!!!!.potrzebujacy.


oznajmił(a) światu:

| A jak ma wykorzystać? Taka metoda nauczania języka obcego zakłada
| "automatyzację". Automatyzacja, mówiąc krótko, jest be. Obecnie stawia
| się na zupełnie co innego - i całe szczęście.
| To tylko połowa prawdy. Jeśli uczysz się tekstu na określony temat, a
następnie
| pod kierunkiem nauczyciela przekształacasz każde zdanie tekstu na
pytanie, na
| które możesz udzielić automatycznej odpowiedzi, to wkrótce możesz na ten
temat
| dyskutować.

Dyskutować? Pomimo braku cudzysłowu bądź odpowiedniego emotikonu
rozumiem, że użyłaś tego słowa mocno przenośnie/humorystycznie.
Inaczej nie jestem tego w stanie zinterpretować. To co powyżej

której w nauczaniu języków powinno się za wszelką cenę unikać.

Owszem, są wieszyki, są piosenki itp., które, jeśli się ich nauczyć,
pomagają coś tam - zwykle konstrukcję gramatyczną - zapamiętać. I
niech sobie będą. Jednak zmuszanie do uczenia się tekstów na pamięć
będące regularną, podstawową metodą nauki języka obcego wzbudzać musi
dreszcze na całym ciele i przypominać lekcje łaciny, o których czytało
się w książkach...

--

http://rockmetal.pl       http://www.inwestprojekt.com.pl




MACiek Traczyk - 8 Gru 2001, 12:46



tak tak ,tylko problem w tym ,ze ja mam dopiero 14 lat i nie mam pojecia o
co w tym wogole chodzi!!!!!BLAGAM O POMOC!!!!!.potrzebujacy.



:-) Już widzę minę Twojej nauczycielki, jakbyś jej zaserwował wywód a'la
Stasinek :-)))

lecki - 8 Gru 2001, 13:11

no i oto chodzi...!!...



| tak tak ,tylko problem w tym ,ze ja mam dopiero 14 lat i nie mam pojecia
o
| co w tym wogole chodzi!!!!!BLAGAM O POMOC!!!!!.potrzebujacy.

:-) Już widzę minę Twojej nauczycielki, jakbyś jej zaserwował wywód a'la
Stasinek :-)))

--
 Pozdrawiam,  MACiek




Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 15:07




| Paskudne czasy przyszły. Moi rodzice znają na pamięć mnóstwo rzeczy,
| mnie w szkole uczyli tylko krótkich fragmentów, a teraz pewnie na fali
| pogardy dla ,,wiedzy encyklopedycznej'' niczego się w biedne mózgi nie
| wtłacza. To samo jest z nauką języków obcych. Moje (i moich rodziców)
| doświadczenie pokazuje, że najlepiej uczyć się zapamiętując dłuższe
| fragmenty. Nie ma wtedy problemów z rodzajem, przypadkiem itp.

Owszem. W wyniku tego tak naprawdę nie zna się języka, a jedynie ileś
tam "dłuższych fragmentów".  



Gdzie powiedziałem, że ma to być wyłącznie nauka na pamięć? Stwierdzam
tylko, że nauka języka _musi_ zawierać mnóstwo nauki na pamięć. Lepiej
uczyć się całych sensownych tekstów, zamiast pojedynczych słów.

| Niestety teraz w książkach do języków są główniw wykresy, komiksy i
| schematy.

Jak myślisz, czemu one służą? Masz dwadzieścia minut na zastanowienie



Poddaję się. Podaj poprawną odpowiedź.


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 15:08



Jednak zmuszanie do uczenia się tekstów na pamięć
będące regularną, podstawową metodą nauki języka obcego wzbudzać musi
dreszcze na całym ciele i przypominać lekcje łaciny, o których czytało
się w książkach...



Dzięki temu, że mojego tatę tak uczono łaciny, sam mogłem się od niego
trochę nauczyć.

Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 15:08




oznajmił(a) światu:

| Owszem. W wyniku tego tak naprawdę nie zna się języka, a jedynie ileś
| tam "dłuższych fragmentów".  
| A to już zależy od tego, jak nauczyciel znajomość tych "dłuższych fragmentów"
| wykorzysta

A jak ma wykorzystać? Taka metoda nauczania języka obcego zakłada
"automatyzację". Automatyzacja, mówiąc krótko, jest be. Obecnie stawia
się na zupełnie co innego - i całe szczęście.



Języka nie można nauczyć się bez automatyzacji. Cyżbyś uważał inaczej?


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 15:08


grawd3 i grawd2 to ta sama osoba?

| Owszem. W wyniku tego tak naprawdę nie zna się języka, a jedynie ileś
| tam "dłuższych fragmentów".  

A to już zależy od tego, jak nauczyciel znajomość tych "dłuższych fragmentów"
wykorzysta



Właśnie o to mi chodzi. Bez solidnej nauki nie da się poznać języka. A
od nauczyciela zależy, czy będzie to uczenie się pojedyczych słów, czy
czegoś łatwieszego i przyjemniejszego do zapamiętania.


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 15:10


tak tak ,tylko problem w tym ,ze ja mam dopiero 14 lat i nie mam pojecia o
co w tym wogole chodzi!!!!!BLAGAM O POMOC!!!!!.potrzebujacy.



Fakt, że masz 14 lat chyba nie przeszkadza w zrozumieniu tego prostego
w gruncie rzeczy tekstu. Ja _też_ miałem 14 lat, kiedy czytałem po raz
pierwszy (i - w całości - ostatni) "Pana Tadeusza". Przeczytaj
Inwokację jeszcze raz lub dwa. Tam naprawdę nie ma wyrafinowanych
ukrytych znaczeń. Wiesz w ogóle co to jest inwokacja? A co to jest
epos? I co się pisało na początku eposu i po co? Jeśli nie wiesz,
zajrzyj do słownika terminów literackich albo jakiejś
sciągi/bryku/opracowania. Na pewno znajdziesz.

Do grupy: siekierka mi się stępiła ;)


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 15:14


| Jednak zmuszanie do uczenia się tekstów na pamięć
| będące regularną, podstawową metodą nauki języka obcego wzbudzać musi
| dreszcze na całym ciele i przypominać lekcje łaciny, o których czytało
| się w książkach...
Dzięki temu, że mojego tatę tak uczono łaciny, sam mogłem się od niego
trochę nauczyć.



Zdajesz sobie sprawę z tego, że łaciny nie uczono (nie uczy się) po
to, by się w tym języku porozumiewać? Zdajesz sobie sprawę z
"delikatnej" różnicy między martwym językiem - łaciną i językami
żywymi? Po tym, co piszesz obawiam się, że niebałdzo.


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 15:15


| A jak ma wykorzystać? Taka metoda nauczania języka obcego zakłada
| "automatyzację". Automatyzacja, mówiąc krótko, jest be. Obecnie stawia
| się na zupełnie co innego - i całe szczęście.
Języka nie można nauczyć się bez automatyzacji. Cyżbyś uważał inaczej?



Wytłumaczmy sobie może najpierw, co _Ty_ rozumiesz rozumiesz przez
automatyzację?


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 15:33


grawd3 i grawd2 to ta sama osoba?



Tak. I jeszcze kilka innych ;)

| Owszem. W wyniku tego tak naprawdę nie zna się języka, a jedynie ileś
| tam "dłuższych fragmentów".  
| A to już zależy od tego, jak nauczyciel znajomość tych "dłuższych fragmentów"
| wykorzysta
Właśnie o to mi chodzi. Bez solidnej nauki nie da się poznać języka.



Nie znasz lepszych sposobów na solidną naukę?

A
od nauczyciela zależy, czy będzie to uczenie się pojedyczych słów, czy
czegoś łatwieszego i przyjemniejszego do zapamiętania.



Jedną z najważniejszych rzeczy w nauczaniu języków jest to, żeby uczeń
widział cel w tym, czego się od niego oczekuje. W uczeniu się na
pamięć tekstów doprawdy trudno znaleźć cel/zasadność. Istotą nauczania
języka jest dostarczenie _prawdziwego_ kontekstu dla uczonego
materiału.


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 15:33




| A jak ma wykorzystać? Taka metoda nauczania języka obcego zakłada
| "automatyzację". Automatyzacja, mówiąc krótko, jest be. Obecnie stawia
| się na zupełnie co innego - i całe szczęście.
| Języka nie można nauczyć się bez automatyzacji. Cyżbyś uważał inaczej?

Wytłumaczmy sobie może najpierw, co _Ty_ rozumiesz rozumiesz przez
automatyzację?



To, że bez zastanawiania się nad końcówkami, przypadkiem który
powinien wystąpić itp. wiesz jak powinno brzmieć zdanie. Masz po
prostu w głowie potrzebne wzorce.

Jeżeli ,,automatyzacja'' to jakiś termin metodyczny, oznaczający coś
zupełnie innego...


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 15:33


Gdzie powiedziałem, że ma to być wyłącznie nauka na pamięć?



Tak jakoś wywnioskowałem.

Stwierdzam
tylko, że nauka języka _musi_ zawierać mnóstwo nauki na pamięć. Lepiej
uczyć się całych sensownych tekstów, zamiast pojedynczych słów.



Nie. Owszem, nauka pojedyńczych słów nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale
alternatywą nie jest nauka _całych tekstów_, a słów _w kontekstach_. I
to też najlepiej nie poprzez ślęczenie nad zeszycikami do słówek.

| Niestety teraz w książkach do języków są główniw wykresy, komiksy i
| schematy.
| Jak myślisz, czemu one służą? Masz dwadzieścia minut na zastanowienie
Poddaję się. Podaj poprawną odpowiedź.



Powiem Ci po co są komiksy, obrazki, zdjęcia i wszystkie tego typu
bajery. Są po to, żeby zainteresować, wciągnąć ucznia, żeby nauka
była, mówiąc bardzo brzydko, "multimedialna", żeby rzeczy, które uczeń
poznaje kojarzyły się może z czymś - to dużo lepsze niż teksty na
pamięć. A wykresy i schematy? Szczerze mówiąc nie do końca wiem, o
czym mówisz.


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 15:33


| Języka nie można nauczyć się bez automatyzacji. Cyżbyś uważał inaczej?
| Wytłumaczmy sobie może najpierw, co _Ty_ rozumiesz rozumiesz przez
| automatyzację?
To, że bez zastanawiania się nad końcówkami, przypadkiem który
powinien wystąpić itp. wiesz jak powinno brzmieć zdanie. Masz po
prostu w głowie potrzebne wzorce.



Tak, oczywiście. Ja bym poszukał dla tego jakiegoś lepszego
określenia, ale wiem, o co Ci chodzi. Mnie chodziło o coś innego.

Jeżeli ,,automatyzacja'' to jakiś termin metodyczny, oznaczający coś
zupełnie innego...



Nie, metodyczny pewnie nie. W każdym razie ja go użyłem "na własną
odpowiedzialność". A miałem na myśli to, iż uczenie się na pamięć
tekstów, uczenie się na pamięć schematów zdań itp. itd. skutkuje tym,
że nie masz zakodowanych tych końcówek i przypadków, które powinny, a
jakże, automatycznie przychodzić do głowy; masz natomiast całe
zakodowane zdania. To nie jest znajomość języka.


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 15:33




| grawd3 i grawd2 to ta sama osoba?

Tak. I jeszcze kilka innych ;)

| Owszem. W wyniku tego tak naprawdę nie zna się języka, a jedynie ileś
| tam "dłuższych fragmentów".  
| A to już zależy od tego, jak nauczyciel znajomość tych "dłuższych fragmentów"
| wykorzysta
| Właśnie o to mi chodzi. Bez solidnej nauki nie da się poznać języka.

Nie znasz lepszych sposobów na solidną naukę?



No chyba nie. Pozostaje jeszcze kwestia doboru tekstów. Oczywiście
ciekawszy będzie tekst jakiejś, najlepiej niegłupiej i choćby nieco
popularej piosenki. Ale takie teksty są już na poziomie nieco wyższym
niż elementarny, więc nie zawsze dają się zastosować. Oczywiście są
chlubne wyjątki, jak piosenka Boba Dylana zaczynająca się od słów
,,Man gave names to all the animals'' (nie znam tytułu).

| A
| od nauczyciela zależy, czy będzie to uczenie się pojedyczych słów, czy
| czegoś łatwieszego i przyjemniejszego do zapamiętania.

Jedną z najważniejszych rzeczy w nauczaniu języków jest to, żeby uczeń
widział cel w tym, czego się od niego oczekuje. W uczeniu się na
pamięć tekstów doprawdy trudno znaleźć cel/zasadność. Istotą nauczania



Ja widzę jasno i wyraźnie :)

języka jest dostarczenie _prawdziwego_ kontekstu dla uczonego
materiału.



A tego zdania ani w ząb nie rozumiem.


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 15:38



Nie, metodyczny pewnie nie. W każdym razie ja go użyłem "na własną
odpowiedzialność". A miałem na myśli to, iż uczenie się na pamięć
tekstów, uczenie się na pamięć schematów zdań itp. itd. skutkuje tym,
że nie masz zakodowanych tych końcówek i przypadków, które powinny, a
jakże, automatycznie przychodzić do głowy; masz natomiast całe
zakodowane zdania. To nie jest znajomość języka.



To jest właśnie znajomość języka. Zauważ, że nie mając pojęcia o
deklinacjach i koniugacjach w języku polskim (ja nie mam zielonego),
możemy porozumiewać się nim znakomicie. Po prostu wszystkich potrzebny
zdań nauczyliśmy się na pamięć.

"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 15:47


| Właśnie o to mi chodzi. Bez solidnej nauki nie da się poznać języka.
| Nie znasz lepszych sposobów na solidną naukę?
No chyba nie.



To straszne. Mówię _absolutnie_ poważnie, żeby nie było wątpliwości.

Pozostaje jeszcze kwestia doboru tekstów. Oczywiście
ciekawszy będzie tekst jakiejś, najlepiej niegłupiej i choćby nieco
popularej piosenki. Ale takie teksty są już na poziomie nieco wyższym
niż elementarny, więc nie zawsze dają się zastosować.



Nie dają się zastosować przede wszystkim dlatego, że - jeśli mowa o
piosenki popularne - bardzo łatwo o przykłady dość brzydkiego (nie
wulgarnego, tylko, hm, niewzorcowego) lub wręcz niepoprawnego języka.

Choć to inna para kaloszy. Teksty i piosenki, jeśli się już znajdzie
odpowiednie, są w porządku - ale do czyta, nie do uczenia się na
pamięć.

Oczywiście są
chlubne wyjątki, jak piosenka Boba Dylana zaczynająca się od słów
,,Man gave names to all the animals'' (nie znam tytułu).



Obawiam się, że nie znam. Z Dylana jestem kiepściutki.

| Jedną z najważniejszych rzeczy w nauczaniu języków jest to, żeby uczeń
| widział cel w tym, czego się od niego oczekuje. W uczeniu się na
| pamięć tekstów doprawdy trudno znaleźć cel/zasadność. Istotą nauczania
Ja widzę jasno i wyraźnie :)



O! Podzielisz się?

| języka jest dostarczenie _prawdziwego_ kontekstu dla uczonego
| materiału.
A tego zdania ani w ząb nie rozumiem.



Jeśli niejasno się wyraziłem, przepraszam. Już tłumaczę. Pisząc o
kontekscie, miałem na myśli realną sytuację komunikacyjną, w której
można użyć uczonych elementów języka. Chodzi o to, żeby skłaniać
ucznia do mówienia, nie do recytowania z pamięci. Człowiek uczący się
języka obcego to nie papuga.


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 15:58




| | Właśnie o to mi chodzi. Bez solidnej nauki nie da się poznać języka.
| Nie znasz lepszych sposobów na solidną naukę?
| No chyba nie.

To straszne. Mówię _absolutnie_ poważnie, żeby nie było wątpliwości.



Ja też. Przez naukę rozummiem tu zapamiętywanie.

| Pozostaje jeszcze kwestia doboru tekstów. Oczywiście
| ciekawszy będzie tekst jakiejś, najlepiej niegłupiej i choćby nieco
| popularej piosenki. Ale takie teksty są już na poziomie nieco wyższym
| niż elementarny, więc nie zawsze dają się zastosować.

Nie dają się zastosować przede wszystkim dlatego, że - jeśli mowa o
piosenki popularne - bardzo łatwo o przykłady dość brzydkiego (nie
wulgarnego, tylko, hm, niewzorcowego) lub wręcz niepoprawnego języka.



Raznyje bywajut. Trzeba poprzebierać.

Choć to inna para kaloszy. Teksty i piosenki, jeśli się już znajdzie
odpowiednie, są w porządku - ale do czyta, nie do uczenia się na
pamięć.



Jeżeli lubisz piosenkę, często jej słuchasz i wiesz jakie słowa tam
występują (choćbyś nie znał znaczenia), to szybko zapamiętasz cały
tekst.

| Oczywiście są
| chlubne wyjątki, jak piosenka Boba Dylana zaczynająca się od słów
| ,,Man gave names to all the animals'' (nie znam tytułu).

Obawiam się, że nie znam. Z Dylana jestem kiepściutki.



Ja też :)

| Jedną z najważniejszych rzeczy w nauczaniu języków jest to, żeby uczeń
| widział cel w tym, czego się od niego oczekuje. W uczeniu się na
| pamięć tekstów doprawdy trudno znaleźć cel/zasadność. Istotą nauczania
| Ja widzę jasno i wyraźnie :)

O! Podzielisz się?



Cały czas o tym piszę.

| języka jest dostarczenie _prawdziwego_ kontekstu dla uczonego
| materiału.
| A tego zdania ani w ząb nie rozumiem.

Jeśli niejasno się wyraziłem, przepraszam. Już tłumaczę. Pisząc o
kontekscie, miałem na myśli realną sytuację komunikacyjną, w której
można użyć uczonych elementów języka. Chodzi o to, żeby skłaniać
ucznia do mówienia, nie do recytowania z pamięci. Człowiek uczący się
języka obcego to nie papuga.



Trochę jednak papuga. Nie można o tym zapominać.


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 16:02


| Nie, metodyczny pewnie nie. W każdym razie ja go użyłem "na własną
| odpowiedzialność". A miałem na myśli to, iż uczenie się na pamięć
| tekstów, uczenie się na pamięć schematów zdań itp. itd. skutkuje tym,
| że nie masz zakodowanych tych końcówek i przypadków, które powinny, a
| jakże, automatycznie przychodzić do głowy; masz natomiast całe
| zakodowane zdania. To nie jest znajomość języka.
To jest właśnie znajomość języka. Zauważ, że nie mając pojęcia o
deklinacjach i koniugacjach w języku polskim (ja nie mam zielonego),
możemy porozumiewać się nim znakomicie. Po prostu wszystkich potrzebny
zdań nauczyliśmy się na pamięć.



Bardzo się mylisz. Obawiam się tylko, że nie jestem Ci tego w stanie
jasno, zwięźle i zrozumiale wytłumaczyć. Absolutnie nie nauczyliśmy
się żadnych zdań. Gdyby tak było, nie moglibyśmy tworzyć zdań, jakich
nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, nie moglibyśmy pisać poezji i -
wreszcie - nie moglibyśmy robić błędów. Nauczyliśmy się - oczywiście
na poziomie podświadomym - wszelkich możliwych reguł morfologicznych,
składniowych i fonologicznych naszego języka (absolutnie nie chcę
wnikać w szczegóły, bo ani nie mam ku temu kompetencje, ani nie
istnieje w dzisiejszym językoznawstwie konsensus co do tego, jak to
_dokładnie_ przebiega). Teoria, jakoby język był zespołem nawyków
padła już dawno.


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 16:07


| | Właśnie o to mi chodzi. Bez solidnej nauki nie da się poznać języka.
| | Nie znasz lepszych sposobów na solidną naukę?
| No chyba nie.
| To straszne. Mówię _absolutnie_ poważnie, żeby nie było wątpliwości.
Ja też. Przez naukę rozummiem tu zapamiętywanie.



Ja przez naukę rozumiem wszystkie świadome zabiegi, które mają na celu
poznanie języka obcego (bo o nauce języka obcego - nieco jednak innej
niż nauka geografii - mówimy).

| Choć to inna para kaloszy. Teksty i piosenki, jeśli się już znajdzie
| odpowiednie, są w porządku - ale do czyta, nie do uczenia się na
| pamięć.
Jeżeli lubisz piosenkę, często jej słuchasz i wiesz jakie słowa tam
występują (choćbyś nie znał znaczenia), to szybko zapamiętasz cały
tekst.



I co z tego? Znajomość piosenek na pamięć to już problem tego, kto ich
słucha. Nie ma związku z nauką języka. Oczywiście inna para kaloszy,
że bywa tak, iż ludzie własnie po to zaczynają się uczyć języka, żeby
wiedzieć, o czym też ci goście śpiewają ;)

| | Jedną z najważniejszych rzeczy w nauczaniu języków jest to, żeby uczeń
| | widział cel w tym, czego się od niego oczekuje. W uczeniu się na
| | pamięć tekstów doprawdy trudno znaleźć cel/zasadność. Istotą nauczania
| Ja widzę jasno i wyraźnie :)
| O! Podzielisz się?
Cały czas o tym piszę.



Wciąż nie zauważyłem, byś podał jakikolwiek realny cel. Czy możesz

| | języka jest dostarczenie _prawdziwego_ kontekstu dla uczonego
| | materiału.
| A tego zdania ani w ząb nie rozumiem.
| Jeśli niejasno się wyraziłem, przepraszam. Już tłumaczę. Pisząc o
| kontekscie, miałem na myśli realną sytuację komunikacyjną, w której
| można użyć uczonych elementów języka. Chodzi o to, żeby skłaniać
| ucznia do mówienia, nie do recytowania z pamięci. Człowiek uczący się
| języka obcego to nie papuga.
Trochę jednak papuga. Nie można o tym zapominać.



Tylko trochę. Czy przeczytałeś uważnie powyższy akapit, czyli
wyjaśnienie zdania, którego nie zrozumiałeś?


grawd - 8 Gru 2001, 16:45

Nie. Owszem, nauka pojedyńczych słów nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale
alternatywą nie jest nauka _całych tekstów_, a słów _w kontekstach_. I
to też najlepiej nie poprzez ślęczenie nad zeszycikami do słówek.



A ja myślę, że obaj mówicie dokładnie o tym samym, tylko inaczej to nazywacie.
Słowo użyte w kontekście to już tekst.

| | Niestety teraz w książkach do języków są główniw wykresy, komiksy i
| | schematy.
| Jak myślisz, czemu one służą? Masz dwadzieścia minut na zastanowienie
| Poddaję się. Podaj poprawną odpowiedź.

Powiem Ci po co są komiksy, obrazki, zdjęcia i wszystkie tego typu
bajery. Są po to, żeby zainteresować, wciągnąć ucznia, żeby nauka
była, mówiąc bardzo brzydko, "multimedialna", żeby rzeczy, które uczeń
poznaje kojarzyły się może z czymś - to dużo lepsze niż teksty na
pamięć. A wykresy i schematy? Szczerze mówiąc nie do końca wiem, o
czym mówisz.
Rafał



Myślę, że to uczeń powinien szukać sobie materiałów, do tego, co go interesuje.
Problem w tym, że większość uczniów nie ma wcale zainteresowań i stąd te próby
zainteresowania na siłę
Grażyna


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 16:57


oznajmił(a) światu:

| Nie. Owszem, nauka pojedyńczych słów nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale
| alternatywą nie jest nauka _całych tekstów_, a słów _w kontekstach_. I
| to też najlepiej nie poprzez ślęczenie nad zeszycikami do słówek.
A ja myślę, że obaj mówicie dokładnie o tym samym, tylko inaczej to nazywacie.
Słowo użyte w kontekście to już tekst.



Myślę, że Michał mysli o tekscie w potocznym znaczeniu tego słowa, a
ja się do tego znaczenia dostosowałem. Chcesz, możemy zmienić "tekst"
na "czytanka" :)

Myślę, że to uczeń powinien szukać sobie materiałów, do tego, co go interesuje.
Problem w tym, że większość uczniów nie ma wcale zainteresowań i stąd te próby
zainteresowania na siłę



Myślę, że nie do końca. Może w przypadku indywidualnych lekcji. Ale
nie wyobrażasz sobie chyba, żeby w kilkunastoosobowej klasie/grupie
(nie ważne czy to będzie w zwykłej szkole, czy na kursie w szkole
języków obcych) uczniowie sami sobie szukali materiałów. Przygotowanie
lekcji to domena nauczyciela.

A to że większość uczniów nie ma wcale zainteresowań to oczywiście
nieprawda. Coś takiego nie jest możliwe. Nawet jeśli uczniowie
interesują się wyłącznie telewizją, grami komputerowymi, piłką nożna i
pokemonami - to już są (na potrzeby nauki języka) zainteresowania.


grawd3 - 8 Gru 2001, 17:15


oznajmił(a) światu:

| Nie. Owszem, nauka pojedyńczych słów nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale
| alternatywą nie jest nauka _całych tekstów_, a słów _w kontekstach_. I
| to też najlepiej nie poprzez ślęczenie nad zeszycikami do słówek.
| A ja myślę, że obaj mówicie dokładnie o tym samym, tylko inaczej to
nazywacie.
| Słowo użyte w kontekście to już tekst.

Myślę, że Michał mysli o tekscie w potocznym znaczeniu tego słowa, a
ja się do tego znaczenia dostosowałem. Chcesz, możemy zmienić "tekst"
na "czytanka" :)



Nie chcę, bo wg mnie w ogóle uczenie się języka na czytankach nie ma sensu

| Myślę, że to uczeń powinien szukać sobie materiałów, do tego, co go
interesuje.
| Problem w tym, że większość uczniów nie ma wcale zainteresowań i stąd te
próby
| zainteresowania na siłę

Myślę, że nie do końca. Może w przypadku indywidualnych lekcji. Ale
nie wyobrażasz sobie chyba, żeby w kilkunastoosobowej klasie/grupie
(nie ważne czy to będzie w zwykłej szkole, czy na kursie w szkole
języków obcych) uczniowie sami sobie szukali materiałów.



Tak właśnie być powinno.

Przygotowanie lekcji to domena nauczyciela.



Kierowanie przygotowaniem lekcji to domena nauczyciela

A to że większość uczniów nie ma wcale zainteresowań to oczywiście
nieprawda. Coś takiego nie jest możliwe. Nawet jeśli uczniowie
interesują się wyłącznie telewizją, grami komputerowymi, piłką nożna i
pokemonami - to już są (na potrzeby nauki języka) zainteresowania.
Rafał



To dlaczego nie potrafią powiedzieć o swoich zainteresowaniach kilku zdań (po
polsku) w czasie rozmowy kwalifikacyjnej na studia? Żeby nie było wątpliwości,
pytanie brzmi: czym się pan(i) interesuje?
Grażyna


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 8 Gru 2001, 17:59


oznajmił(a) światu:

| Myślę, że Michał mysli o tekscie w potocznym znaczeniu tego słowa, a
| ja się do tego znaczenia dostosowałem. Chcesz, możemy zmienić "tekst"
| na "czytanka" :)
Nie chcę, bo wg mnie w ogóle uczenie się języka na czytankach nie ma sensu



Zalezy, jak rozumiesz czytanki. Jeśli nie jako coś, czego trzeba by
było się uczyć na pamięć, czytanki (szeroko rozumiane) są miłą rzeczą.
Oczywiście trzeba jeszcze rozróżnić uczenie się języka _na_ czytankach
i uczenie się języka _z wykorzystaniem_ czytanek. Albo lepiej po
prostu tekstów - "czytanki" to miało być tylko słowo-wytrych.

| Myślę, że nie do końca. Może w przypadku indywidualnych lekcji. Ale
| nie wyobrażasz sobie chyba, żeby w kilkunastoosobowej klasie/grupie
| (nie ważne czy to będzie w zwykłej szkole, czy na kursie w szkole
| języków obcych) uczniowie sami sobie szukali materiałów.
Tak właśnie być powinno.



Nie rozumiem. Jak to sobie wyobrażasz?

| Przygotowanie lekcji to domena nauczyciela.
Kierowanie przygotowaniem lekcji to domena nauczyciela



Czy Ty przypadkiem nie odwracasz pojęć i ról? Uczeń przychodząc na
lekcję ma być wyposażony w chęć do nauki, ewentualnie w odrobioną
pracę domową plus opanowany materiał. Na tym polega jego
przygotowanie. Nota bene przygotowanie _do_ lekcji. Przygotowanie
samej lekcji - sposobu  prezentacji tematów, materiałów temu służących
itp. itd. - to naprawdę domena nauczyciela. Nie oczekujmy od uczących
się języka organizacji własnej nauki. To nie studia.

| A to że większość uczniów nie ma wcale zainteresowań to oczywiście
| nieprawda. Coś takiego nie jest możliwe. Nawet jeśli uczniowie
| interesują się wyłącznie telewizją, grami komputerowymi, piłką nożna i
| pokemonami - to już są (na potrzeby nauki języka) zainteresowania.
To dlaczego nie potrafią powiedzieć o swoich zainteresowaniach kilku zdań (po
polsku) w czasie rozmowy kwalifikacyjnej na studia? Żeby nie było wątpliwości,
pytanie brzmi: czym się pan(i) interesuje?



Mogę być szczery i nieco może zbyt bezpośredni? Zaryzykuję. Otóż
dlatego, że to jest bezsensowne pytanie. Na tak zadane pytanie rzadko
uzyska się satysfakcjonującą odpowiedź. Ręczę Ci, że ja, mimo moich,
jak sądzę, dość bogatych zainteresowań, nie powiedziałbym nic
ciekawego. Może nawet przez to nie dostałbym się na studia. Może
ratowałbym się fotografią, bo to choć troszkę bardziej oryginalne.
Jeśli ktoś nie ma "niezwykłych" zainteresowań, niewiele powie. Że co?
Że lubi oglądać filmy? Podróżować? Czytać książki? Sport lubi? Muzykę
lubi? Toż to mówi każda kandydatka na Miss Polonię - i za każdym razem
brzmi równie żałośnie.

Poza wszystkim innym zaś zwróć uwagę, iż pisałem o zainteresowaniach
na potrzeby nauki języka, nie zaś na potrzeby rozmowy kwalifikacyjnej.
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej nikt nie powie, że interesuje się
grami komputerowymi. Na lekcji angielskiego - czemu nie; pani może
wtedy przyniesie tekst o grach.


penna - 8 Gru 2001, 18:40

Rafał:


| | | Właśnie o to mi chodzi. Bez solidnej nauki nie da się poznać języka.
| | Nie znasz lepszych sposobów na solidną naukę?
| | No chyba nie.
| To straszne. Mówię _absolutnie_ poważnie, żeby nie było wątpliwości.
| Ja też. Przez naukę rozummiem tu zapamiętywanie.

Ja przez naukę rozumiem wszystkie świadome zabiegi, które mają na celu
poznanie języka obcego (bo o nauce języka obcego - nieco jednak innej
niż nauka geografii - mówimy).

| Choć to inna para kaloszy. Teksty i piosenki, jeśli się już znajdzie
| odpowiednie, są w porządku - ale do czyta, nie do uczenia się na
| pamięć.
| Jeżeli lubisz piosenkę, często jej słuchasz i wiesz jakie słowa tam
| występują (choćbyś nie znał znaczenia), to szybko zapamiętasz cały
| tekst.

I co z tego? Znajomość piosenek na pamięć to już problem tego, kto ich
słucha. Nie ma związku z nauką języka. Oczywiście inna para kaloszy,
że bywa tak, iż ludzie własnie po to zaczynają się uczyć języka, żeby
wiedzieć, o czym też ci goście śpiewają ;)

| | Jedną z najważniejszych rzeczy w nauczaniu języków jest to, żeby uczeń
| | widział cel w tym, czego się od niego oczekuje. W uczeniu się na
| | pamięć tekstów doprawdy trudno znaleźć cel/zasadność. Istotą nauczania
| | Ja widzę jasno i wyraźnie :)
| O! Podzielisz się?
| Cały czas o tym piszę.

Wciąż nie zauważyłem, byś podał jakikolwiek realny cel. Czy możesz

| | języka jest dostarczenie _prawdziwego_ kontekstu dla uczonego
| | materiału.
| | A tego zdania ani w ząb nie rozumiem.
| Jeśli niejasno się wyraziłem, przepraszam. Już tłumaczę. Pisząc o
| kontekscie, miałem na myśli realną sytuację komunikacyjną, w której
| można użyć uczonych elementów języka. Chodzi o to, żeby skłaniać
| ucznia do mówienia, nie do recytowania z pamięci. Człowiek uczący się
| języka obcego to nie papuga.
| Trochę jednak papuga. Nie można o tym zapominać.

Tylko trochę. Czy przeczytałeś uważnie powyższy akapit, czyli
wyjaśnienie zdania, którego nie zrozumiałeś?



Nie róbcie z igły wideł, zachowajcie proporcje, proszę.
Wkrótce nie będzie wiadomo, o co tak naprawdę poszło,
bo właściwie w ogóle nie ma tu różnicy zdań, a dyskusja,
jak widać z postu, na który odpowiadam, zaczyna robić się
 mętna i niewiele wnosi. Przecież Michał nie twierdzi,
że uczenie się na pamięć tekstów to metoda _jedyna_.
A w ogóle jeden skutecznie uczy się języka tak, inny inaczej.
I kropka. Moje dziecko teraz docenia, ile zawdzięcza wkuwaniu
na rosyjskim w podstawówce dużych fragmentów tekstu (prozą).
Bardzo jej się to przydaje w różnych sytuacjach, bo nauczycielka
teksty sensownie dobierała. Wyniosła też zupełnie niezłą znajomość
języka, zajęła II miejsce w tzw. olimpiadzie (I zajęła dziewczynka
w Rosji wychowana, która poza tym chodziła tam kilka lat
do szkoły!). Wspominam o tym II miejscu, żeby odeprzeć
ewentualną wątpliwość, że może to nie była najlepsza nauczycielka.

Podobnie jeden lubi uczyć się języka ze zrozumieniem,
składając zdania według stopniowo poznawanych reguł,
a inny woli metodę zdań gotowych, coraz częściej ostatnio
proponowaną. Mnie tak próbowano na lektoracie uczyć
niemieckiego. Od razu "Bitte eine Karte", a kiedy chciałam
dowiedzieć się o poszczególne elementy (bo tak wolę), słyszałam,
że nie ma potrzeby, najpierw mam przyswajać gotowe zdania.
No i też nie ma tu nad czym dyskutować. Są zwolennicy jednej
metody i są zwolennicy drugiej, zarówno wśród uczących, jak
i wśród uczących się. Problem nie tyle w wadze argumentów,
ile w tym, kto kogo przegada, jak to często w dyskusjach,
w środowisku naukowym też, niestety. Bo skuteczność
nauczania jest podobno podobna. Ważne, żeby móc wybrać
nauczyciela stosującego metodę, która nam odpowiada.

Mała ciekawostka:
Schliemann (ten, co odkrył Troję) uczył się (jak wiadomo,
niezwykle skutecznie) języków, m.in. rosyjskiego, kując
na pamięć całe fragmenty książek, które potem sobie recytował.
Z braku pieniędzy była to _jedyna_ metoda, jaką stosował.
Żeby mieć słuchacza, zapraszał za drobną opłatą pewnego
zmarzniętego ubogiego staruszka. Staruszek, nic z tekstu
nie rozumiejąc, w cieple niestety przysypiał, wtedy
Schliemann wykrzykiwał tekst głośniej, żeby go obudzić.
Pokoik, który wynajmował, miał cienkie ściany
i właścicielka groziła, że wymówi mu mieszkanie.
Nauczył się jednak tą metodą kilku języków, m.in. _bardzo dobrze_
rosyjskiego, dzięki czemu zrobił błyskawiczną karierę w firmie,
w której był gońcem (firma amsterdamska handlująca z Rosją
korespondowała dotąd z Petersburgiem via Londyn, bo tam był
najbliższy tłumacz). Dobra znajomość rosyjskiego przyczyniła się
pośrednio do tego, że handlując z Rosją już na własną rękę zebrał
ogromną fortunę, która umożliwiła mu finansowanie wykopalisk.

penna


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 19:38



| To jest właśnie znajomość języka. Zauważ, że nie mając pojęcia o
| deklinacjach i koniugacjach w języku polskim (ja nie mam zielonego),
| możemy porozumiewać się nim znakomicie. Po prostu wszystkich potrzebny
| zdań nauczyliśmy się na pamięć.

Bardzo się mylisz. Obawiam się tylko, że nie jestem Ci tego w stanie
jasno, zwięźle i zrozumiale wytłumaczyć. Absolutnie nie nauczyliśmy
się żadnych zdań. Gdyby tak było, nie moglibyśmy tworzyć zdań, jakich
nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, nie moglibyśmy pisać poezji i -
wreszcie - nie moglibyśmy robić błędów. Nauczyliśmy się - oczywiście
na poziomie podświadomym - wszelkich możliwych reguł morfologicznych,
składniowych i fonologicznych naszego języka (absolutnie nie chcę
wnikać w szczegóły, bo ani nie mam ku temu kompetencje, ani nie
istnieje w dzisiejszym językoznawstwie konsensus co do tego, jak to
_dokładnie_ przebiega). Teoria, jakoby język był zespołem nawyków
padła już dawno.



Nie chciałem powiedzieć, że wszystkich możliwych zdań nauczyliśmy się
na pamieć. W pamięci mamy szkielet i ramy. To nam określa jak należy
wyrażać myśli, żeby być zrozumianym. Pewnie, że Białoszewski mógł
wymyślić zdanie ,,jakżeś nieprzecedzona w zachwycie łyżko
durszlakowa''. Tyle, że tak nie należy porozumiewać się z ludźmi,
jeżeli chce być się zrozumianym.

Od razu wyjaśnię, że nie uważam tego za metodę nauki języków obcych.
Do tego trzeba być niemowlakiem.


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 19:39


Podobnie jeden lubi uczyć się języka ze zrozumieniem,
składając zdania według stopniowo poznawanych reguł,
a inny woli metodę zdań gotowych, coraz częściej ostatnio
proponowaną. Mnie tak próbowano na lektoracie uczyć
niemieckiego. Od razu "Bitte eine Karte", a kiedy chciałam
dowiedzieć się o poszczególne elementy (bo tak wolę), słyszałam,
że nie ma potrzeby, najpierw mam przyswajać gotowe zdania.



A to jest przykład fanatyzmu metodycznego. Celowo ukrywać wiedzę?

No i też nie ma tu nad czym dyskutować. Są zwolennicy jednej
metody i są zwolennicy drugiej, zarówno wśród uczących, jak
i wśród uczących się. Problem nie tyle w wadze argumentów,
ile w tym, kto kogo przegada, jak to często w dyskusjach,
w środowisku naukowym też, niestety. Bo skuteczność
nauczania jest podobno podobna. Ważne, żeby móc wybrać
nauczyciela stosującego metodę, która nam odpowiada.



Rozumiem, że są jakieś dwie główne metody. Czy można prosić coś
dokładniejszego na ich temat?

Cała dyskusja zaczęła się od niewinnej wzmianki. Bardziej chciałem
pożalić się na to, że nie uczy się dzieci wierszy na pamięć.


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 19:39




oznajmił(a) światu:

| Nie. Owszem, nauka pojedyńczych słów nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale
| alternatywą nie jest nauka _całych tekstów_, a słów _w kontekstach_. I
| to też najlepiej nie poprzez ślęczenie nad zeszycikami do słówek.
| A ja myślę, że obaj mówicie dokładnie o tym samym, tylko inaczej to nazywacie.
| Słowo użyte w kontekście to już tekst.



To całkiem możliwe.

Myślę, że Michał mysli o tekscie w potocznym znaczeniu tego słowa, a
ja się do tego znaczenia dostosowałem. Chcesz, możemy zmienić "tekst"
na "czytanka" :)



Tylko proszę potem nie mówić, że uważałem za niezbędne wkuwanie
czytanek :)

| Myślę, że to uczeń powinien szukać sobie materiałów, do tego, co go interesuje.
| Problem w tym, że większość uczniów nie ma wcale zainteresowań i stąd te próby
| zainteresowania na siłę

Myślę, że nie do końca. Może w przypadku indywidualnych lekcji. Ale
nie wyobrażasz sobie chyba, żeby w kilkunastoosobowej klasie/grupie
(nie ważne czy to będzie w zwykłej szkole, czy na kursie w szkole
języków obcych) uczniowie sami sobie szukali materiałów. Przygotowanie
lekcji to domena nauczyciela.

A to że większość uczniów nie ma wcale zainteresowań to oczywiście
nieprawda. Coś takiego nie jest możliwe. Nawet jeśli uczniowie
interesują się wyłącznie telewizją, grami komputerowymi, piłką nożna i
pokemonami - to już są (na potrzeby nauki języka) zainteresowania.



Ale gdzie znajdziesz nauczyciela, który interesuje się Pokemonami?
Poza tym jak znaleźć temat, który zainteresuje większość?


grawd2 - 8 Gru 2001, 19:40

Zalezy, jak rozumiesz czytanki. Jeśli nie jako coś, czego trzeba by
było się uczyć na pamięć, czytanki (szeroko rozumiane) są miłą rzeczą.
Oczywiście trzeba jeszcze rozróżnić uczenie się języka _na_ czytankach
i uczenie się języka _z wykorzystaniem_ czytanek. Albo lepiej po
prostu tekstów - "czytanki" to miało być tylko słowo-wytrych.



Nigdy nie udało mi się w czasie wyjazdów zagranicznych wiedzy językowej
zawartej w czytankach. Natomiast to, czego się nauczyłam słuchając radia i
telewizji bardzo się przydawało.

Nie rozumiem. Jak to sobie wyobrażasz?



Nie doceniasz dzieci. Wystarczy im zasygnalizować czego mają szukać i gdzie, a
poradzą sobie znakomicie. Zaproponuj dzieciom robienie reklamy jakiegoś
produktu w obcym języku, a i opis tego produktu wyszukają i różne reklamy
podobnych produktów przyniosą, a jaka zabawa będzie z wymyślaniem hasła
reklamowego, a ile idiomów przy tym wyszukają i zapamiętają. Albo zaproponuj
przygotowanie spektaklu teatralnego - teraz na przykład mogłyby być pastorałki -
 i kawałek kultury drugiego narodu poznają i różne odmiany języka. Czy
przygotowanie audycji telewizyjnej (informacji, reportażu itp.) -
nawet "największe lenie" będą się bawić. Całe lekcje uczniowie sami przygotują -
 tylko trzeba nimi pokierować. Według mnie tak tylko powinny być prowadzone
lekcje - i wiedza praktyczna i zabawa przednia.

Czy Ty przypadkiem nie odwracasz pojęć i ról? Uczeń przychodząc na
lekcję ma być wyposażony w chęć do nauki, ewentualnie w odrobioną
pracę domową plus opanowany materiał.



I w zegarek, żeby mógł co minuta sprawdzać, ile czasu zostało do końca lekcji.

Na tym polega jego przygotowanie. Nota bene przygotowanie _do_ lekcji.



Przygotowanie do lekcji, to chęć przeżycia ciekawej przygody, a zdobywcy
przygód muszą się do ich zdobywania przygotować. Kiedy szedłeś z chłopakami na
wycieczkę, to sam się dowiadywałeś, co ze sobą zabrać, sam sprawdzałeś jakość
sprzętu, a w czasie wycieczki przekonywałeś się, co było Ci rzeczywiście
potrzebne, a ile rzeczy było zbędnych. Tak samo jest z przygotowaniem do
lekcji. Natomiast rola nauczyciela polega na tym, żeby pokazać przydatność
tego, co przyniósł ze sobą każdy uczeń. Wszystko może się przydać, tak jak na
wycieczce i latarka i linka i guzik i szklana kuleczka - choć w różnym stopniu.

Przygotowanie
samej lekcji - sposobu  prezentacji tematów, materiałów temu służących
itp. itd. - to naprawdę domena nauczyciela. Nie oczekujmy od uczących
się języka organizacji własnej nauki. To nie studia.



Na studiach jest na to dużo za późno. Do organizowania sobie własnej nauki
powinno się dzieci przyzwyczajać od przedszkola. I to wcale dzieci nie
przerasta. Trzeba tylko im dać szansę, a one to pięknie potrafią docenić.

Mogę być szczery i nieco może zbyt bezpośredni?



I bardzo dobrze

Zaryzykuję. Otóż dlatego, że to jest bezsensowne pytanie.



Pytanie jest bardzo sensowne i bardzo uzasadnione

Na tak zadane pytanie rzadko uzyska się satysfakcjonującą odpowiedź.



Skąd wiesz, jaka jest satysfakcjonująca mnie odpowiedź?:)

Ręczę Ci, że ja, mimo moich, jak sądzę, dość bogatych zainteresowań, nie



powiedziałbym nic ciekawego.

Już w tej grupie bardzo dużo powiedziałeś ciekawych rzeczy

Może nawet przez to nie dostałbym się na studia.



Na studia dostają się wszyscy. Rozmowa kwalifikacyjna to nie egzamin. Inny jest
jej cel.

Może
ratowałbym się fotografią, bo to choć troszkę bardziej oryginalne.
Jeśli ktoś nie ma "niezwykłych" zainteresowań, niewiele powie. Że co?
Że lubi oglądać filmy? Podróżować? Czytać książki? Sport lubi? Muzykę
lubi? Toż to mówi każda kandydatka na Miss Polonię - i za każdym razem
brzmi równie żałośnie.



Na każdy temat można wiele powiedzieć, jeśli człowiek się nim pasjonuje. Teraz
Ci odpowiem na swoje pytanie, dlaczego często nie uzyskuję odpowiedzi na moje
pytanie. Oczywiście nie dlatego, że młodzież nie ma zainteresowań, ale dlatego,
że nie potrafi o nich mówić. Bardzo często jest to pierwszy moment, kiedy
trzeba powiedzieć o filmie, a nie obejrzeć go, albo powiedzieć o muzyce, a nie
słuchać jej. Od "przygotowanych do lekcji" dzieci wymaga się nie tego, żeby
mówiły co czuły, kiedy czytały książkę, albo jak oceniają postępowanie

Poza wszystkim innym zaś zwróć uwagę, iż pisałem o zainteresowaniach
na potrzeby nauki języka, nie zaś na potrzeby rozmowy kwalifikacyjnej.
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej nikt nie powie, że interesuje się
grami komputerowymi.



A dlaczego nie?:)

Na lekcji angielskiego - czemu nie; pani może wtedy przyniesie tekst o grach.



A dlaczego pani, a nie on sam, jeśli się tym interesuje. Może wie więcej na ten
temat od pani i pani też się czegoś od niego nauczy? Ty wiesz, jaki byłby wtedy
dumny? I kto wie, może zechciałby jeszcze raz to powtórzyć już nie z grami
komputerowymi, ale na przykład z najnowszymi odkryciami w dziedzinie fizyki?
Grażyna

PS. Prof. Stefania Skwarczyńska, kiedy przygotowywała swoich asystentów do
pracy dydaktycznej zawsze powtarzała: "Pamiętaj, Ci, którzy przychodzą Ciebie
słuchać, poświęcają to, co mają najcenniejszego - swój czas. Staraj się zrobić
wszystko, żeby ten czas nie był dla nich stracony." To dotyczy pracy
dydaktycznej na każdym poziomie, nie tylko uniwersyteckim.
G


grawd2 - 8 Gru 2001, 19:45

Od razu wyjaśnię, że nie uważam tego za metodę nauki języków obcych.
Do tego trzeba być niemowlakiem.
Michał Wasiak



Nie trzeba być niemowlakiem.
Grażyna


Michał Wasiak - 8 Gru 2001, 19:54


Nie doceniasz dzieci. Wystarczy im zasygnalizować czego mają szukać i gdzie, a
poradzą sobie znakomicie. Zaproponuj dzieciom robienie reklamy jakiegoś
produktu w obcym języku, a i opis tego produktu wyszukają i różne reklamy
podobnych produktów przyniosą, a jaka zabawa będzie z wymyślaniem hasła
reklamowego, a ile idiomów przy tym wyszukają i zapamiętają. Albo zaproponuj
przygotowanie spektaklu teatralnego - teraz na przykład mogłyby być pastorałki -
i kawałek kultury drugiego narodu poznają i różne odmiany języka. Czy
przygotowanie audycji telewizyjnej (informacji, reportażu itp.) -
nawet "największe lenie" będą się bawić. Całe lekcje uczniowie sami przygotują -



Hmm, hmm.

tylko trzeba nimi pokierować. Według mnie tak tylko powinny być prowadzone
lekcje - i wiedza praktyczna i zabawa przednia.



Obawiam się że to co najmniej duża przesada. Widziałem na własne oczy
ofiary takich wydumanych pomysłów. Za dobry pomysł uważała to tylko
nauczycielka. A biedni uczniowie musieli się wydurniac (tak to
opisywali, a ja się im nie dziwię) i udawać, że świetnie się bawią.
Poza tym przygotowanie czegoś takiego zajmuje mnóstwo czasu, czego
nauczycielka nie rozumiała.

Zawsze można powiedzieć, że to wina nauczycielki, że wykrzywiła słuszą
ideę i można mieć sporo racji. Ale twierdzenie, że ,,nawet największe
lenie'' -- śmiech pusty mnie ogarnia, jak również litość i trwoga.


grawd1 - 8 Gru 2001, 19:55

Ale gdzie znajdziesz nauczyciela, który interesuje się Pokemonami?
Poza tym jak znaleźć temat, który zainteresuje większość?
Michał Wasiak



Wcale nie musi interesować większości. Każdy uczeń może przygotowywać się do
lekcji w kierunku, który jego interesuje. Przecież nie wszyscy muszą mówić o
tym samym, ważne żeby 1. mówili, 2. mówili w miarę poprawnie
Grażyna


grawd1 - 8 Gru 2001, 20:00

I co z tego? Znajomość piosenek na pamięć to już problem tego, kto ich
słucha. Nie ma związku z nauką języka.



Ma związek, ma.
Grażyna


grawd1 - 8 Gru 2001, 20:10

Poza tym przygotowanie czegoś takiego zajmuje mnóstwo czasu, czego
nauczycielka nie rozumiała.
Michał Wasiak



A czy nauczyłeś się kiedyś czegoś (nie tylko w celu zaliczenia) bez poświęcania
temu czasu?
Grażyna


baya - 9 Gru 2001, 02:53

Michał Wasiak
Paskudne czasy przyszły. Moi rodzice znają na pamięć mnóstwo rzeczy,
mnie w szkole uczyli tylko krótkich fragmentów, a teraz pewnie na fali
pogardy dla ,,wiedzy encyklopedycznej'' niczego się w biedne mózgi nie
wtłacza. To samo jest z nauką języków obcych. Moje (i moich rodziców)
doświadczenie pokazuje, że najlepiej uczyć się zapamiętując dłuższe
fragmenty. Nie ma wtedy problemów z rodzajem, przypadkiem itp.
Niestety teraz w książkach do języków są główniw wykresy, komiksy i
schematy.



Nie jest chyba tak źle, nadal w szkole trzeba umieć na pamięć niektóre
teksty. Przez wiele lat moja córka prosiła mnie często o deklamację
zapamiętanych przeze mnie nawet ze szkoły podstawowej tekstów: fragmentów
"Pana Tadeusza", "Ody do młodości", "Eugeniusza Onegina" Puszkina w
oryginale (szczególnie tym była zachwycona) i zazdrościła mi, że umiem i
pamiętam. Teraz ma 14 lat i sama musiała nauczyć się inwokacji na pamięć,
nauczyła się jeszcze więcej ponad to, co musiała i jest z tego bardzo dumna.
A ja jestem dumna z niej, bo pamiętam, że sama niezbyt chętnie uczyłam się
na pamięć czegokolwiek i dopiero po latach przyznałam, że jest to potrzebne.
To oczywiste, że trudniej uczyć się na pamięć tekstu, którego się nie
rozumie, ale z kolei to niezrozumienie bierze się stąd, że młodzież często
nie zada sobie nawet trudu, żeby ten tekst najpierw przeczytać i z góry
zakłada, że jest trudny i niezrozumiały, bo np. tak mówili starsi koledzy,
no a tekst pisany wierszem, to już na pewno musi być czarna magia.
baya


grawd1 - 9 Gru 2001, 04:50

baya:

Nie jest chyba tak źle, nadal w szkole trzeba umieć na pamięć niektóre
A ja jestem dumna z niej, bo pamiętam, że sama niezbyt chętnie uczyłam się
na pamięć czegokolwiek i dopiero po latach przyznałam, że jest to potrzebne.



Uczyłaś się niechętnie, bo poza wyrecytowaniem "na stopień" nic z tym wyuczonym
tekstem się nie robiło, ale gdyby tak jakaś inscenizacja... dla kolegów,
rodziców...

To oczywiste, że trudniej uczyć się na pamięć tekstu, którego się nie
rozumie




w różnych językach młodzież śpiewa, których nie rozumie!
Grażyna


Michał Wasiak - 9 Gru 2001, 07:45




| | | Właśnie o to mi chodzi. Bez solidnej nauki nie da się poznać języka.
| | Nie znasz lepszych sposobów na solidną naukę?
| | No chyba nie.
| To straszne. Mówię _absolutnie_ poważnie, żeby nie było wątpliwości.
| Ja też. Przez naukę rozummiem tu zapamiętywanie.

Ja przez naukę rozumiem wszystkie świadome zabiegi, które mają na celu
poznanie języka obcego (bo o nauce języka obcego - nieco jednak innej
niż nauka geografii - mówimy).



Cały czas mówię tu o tej części poznawania języka, która polega na
nauce na pamięć.

| Choć to inna para kaloszy. Teksty i piosenki, jeśli się już znajdzie
| odpowiednie, są w porządku - ale do czyta, nie do uczenia się na
| pamięć.
| Jeżeli lubisz piosenkę, często jej słuchasz i wiesz jakie słowa tam
| występują (choćbyś nie znał znaczenia), to szybko zapamiętasz cały
| tekst.

I co z tego? Znajomość piosenek na pamięć to już problem tego, kto ich
słucha. Nie ma związku z nauką języka. Oczywiście inna para kaloszy,



Dlaczego problem? Zupełnie nie rozumiem Twojej uwagi.

że bywa tak, iż ludzie własnie po to zaczynają się uczyć języka, żeby
wiedzieć, o czym też ci goście śpiewają ;)



To też chyba nie jest problem?

| | Jedną z najważniejszych rzeczy w nauczaniu języków jest to, żeby uczeń
| | widział cel w tym, czego się od niego oczekuje. W uczeniu się na
| | pamięć tekstów doprawdy trudno znaleźć cel/zasadność. Istotą nauczania
| | Ja widzę jasno i wyraźnie :)
| O! Podzielisz się?
| Cały czas o tym piszę.

Wciąż nie zauważyłem, byś podał jakikolwiek realny cel. Czy możesz



Celem jest zapamiętanie ogromnej ilości słów.

| | języka jest dostarczenie _prawdziwego_ kontekstu dla uczonego
| | materiału.
| | A tego zdania ani w ząb nie rozumiem.
| Jeśli niejasno się wyraziłem, przepraszam. Już tłumaczę. Pisząc o
| kontekscie, miałem na myśli realną sytuację komunikacyjną, w której
| można użyć uczonych elementów języka. Chodzi o to, żeby skłaniać
| ucznia do mówienia, nie do recytowania z pamięci. Człowiek uczący się
| języka obcego to nie papuga.
| Trochę jednak papuga. Nie można o tym zapominać.

Tylko trochę. Czy przeczytałeś uważnie powyższy akapit, czyli
wyjaśnienie zdania, którego nie zrozumiałeś?



Tak. W ,,realnych sytuacjach komunikacyjnych'' stosuje się często
ustalone wzory. Jak papuga.
W końcu dla co najmniej dziewięćdziesięciu procent uczących się języka
celem jest sprawne posługiwanie się tamtejszym schematem. Większa
(znacznie) sprawność potrzebna jest do tłumaczenia Lema, ale coś mi
się wydaje, że i tak trzeba najpierw przejść przez poprzedni etap.


Michał Wasiak - 9 Gru 2001, 07:45


| Poza tym przygotowanie czegoś takiego zajmuje mnóstwo czasu, czego
| nauczycielka nie rozumiała.

A czy nauczyłeś się kiedyś czegoś (nie tylko w celu zaliczenia) bez poświęcania
temu czasu?



Nie, ale w szkole jest dużo innych rzeczy do nauki. Nie można wymagać,
że uczniowie będą cały tydzień przygotowywać teatrzyk, i zapomną o
innych przedmiotach.


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 9 Gru 2001, 08:27


oznajmił(a) światu:

Nigdy nie udało mi się w czasie wyjazdów zagranicznych wiedzy językowej
zawartej w czytankach.



Czy nie masz wrażenia, że powyższe zdanie jest niekompletne? ;)

Natomiast to, czego się nauczyłam słuchając radia i
telewizji bardzo się przydawało.



Ja też. Mój angielski w w bardzo dużej części (wymowa, idiomy,
kolokwializmy wszelkiego sortu i wiele innych rzeczy) pochodzi z
filmów, jakie obejrzałem. Ale jaki z tego wniosek? Czy taki, że należy
zarzucić jakiekolwiek teksty jako nieprzydatne w procesie nauki języka
obcego? Nie sądzę.

| Nie rozumiem. Jak to sobie wyobrażasz?
Nie doceniasz dzieci.



Staram się doceniać.

Swoją drogą ja nie mówię koniecznie o dzieciach. W tej chwili,
zastanawiając się nad metodami nauczania języków obcych, mówię raczej
o ogółach, które obowiązywałyby tak w nauczaniu dzieci, jak i
młodzieży i dorosłych.

Wystarczy im zasygnalizować czego mają szukać i gdzie, a
poradzą sobie znakomicie. Zaproponuj dzieciom robienie reklamy jakiegoś
produktu w obcym języku, a i opis tego produktu wyszukają i różne reklamy
podobnych produktów przyniosą, a jaka zabawa będzie z wymyślaniem hasła
reklamowego, a ile idiomów przy tym wyszukają i zapamiętają.



Zgoda (jakkolwiek co do wyszukania idiomów nie byłbym taki pewien).
Oczywiście, bardzo dobry pomysł. Ale to jest pomysł na projekt, na
rozbudowaną pracę domową plus jedną lekcję, kiedy to będzie
prezentowane. To _nie jest_ pomysł na lekcje jako takie, na których
uczniowie mieliby _pobierać_ wiedzę. Zresztą nawet w przypadku dania
uczniom takiego zadania, nauczyciel _najpierw_ musi zaprezentować
przykładowe reklamy, podać choć trochę potrzebnego słownictwa i tak
dalej, i tak dalej. Wciąganie ucznia w jego własną naukę nie może pod
żadnym pozorem oznaczać zdejmowania powinności z nauczyciela.

Albo zaproponuj
przygotowanie spektaklu teatralnego - teraz na przykład mogłyby być pastorałki -
i kawałek kultury drugiego narodu poznają i różne odmiany języka.



Super. Ale to nauczyciel musi im ten kawałek kultury przedstawić i te
odmiany języka. Uczniowie mogą to wszystko na wszelakie możliwe
sposoby przetrawiać, a jakże! Ale nauczyciel naprawdę nie powinien
kazać swoim uczniom szukać tego wszystkiego na własną rękę.

Czy
przygotowanie audycji telewizyjnej (informacji, reportażu itp.) -
nawet "największe lenie" będą się bawić. Całe lekcje uczniowie sami przygotują -
tylko trzeba nimi pokierować. Według mnie tak tylko powinny być prowadzone
lekcje - i wiedza praktyczna i zabawa przednia.



Powiadam raz jeszcze: piszesz o elementach wyjątkowych. Wszystkie
podane przez Ciebie pomysły są dobre lub bardzo dobre, ale nie jako
podstawowy sposób nauczania języka obcego. To wszystko są przepisy na
uzupełnienie/podsumowanie nauczanego materiału. Nauczyciel nie może
wymagać od uczniów czegoś, czego sam wcześniej im nie zaprezentował.
Nie można wymagać od uczniów nie wiadomo jakiego nakładu pracy i czasu
pozalekcyjnego. To jest wszystko szczytne i piękne, ale pamiętajmy o
jednym: nauczanie, szczególnie języka obcego, to jest kontrakt. Bądź
rodzice, bądź sami uczący się; bądź bezpośrednio (kurs w szkole
języków obcych), bądź też pośrednio (szkoła państwowa - choć i w
szkołach państwowych bardzo często rodzice muszą bezpośrednio
_dopłacać_ do nauczyciela języka obcego) płacą nauczycielowi za to,
żeby ich lub ich dzieci nauczył języka. Płacą i wymagają. Nie płacą za
to, żeby uczący się sami sobie wszystko przygotowywali. Wyobraź sobie:
Ty, ze wszystkimi swoimi obowiązkami, chcesz się teraz nauczyć
jakiegoś języka - nie wiem, jakiego, bo nie wiem, jakie już znasz :)
Zapisujesz się na kurs, płacisz ciężkie pieniądze. Będziesz
szczęśliwa, jeśli na tym kursie będą od Ciebie oczekiwać, żebyś sama
sobie szukała tekstów i sama przygotowywała lekcje? Sądzę, że raczej
będziesz wymagać, żeby nauczyciel prowadzący kurs przygotował wszystko
sam i żeby Cię zainteresował bez Twojego czynnego udziału. Trzy
godziny tygodniowo plus może ze dwie jeszcze na odrabianie prac
domowych i przeglądanie notatek do pewnie dla Ciebie wystarczający,
jeśli jeszcze nie zbyt duży, nakład czasu. Oczywiście w przypadku
dzieci w zwykłej szkole można od nich oczekiwać więcej - choćby
dlatego, że nauczyciel o wiele gorzej płatny. Ale też nie tego, żeby
przygotowywały samodzielnie - nawet w niezwykle radosny sposób - każdą
lekcję.

| Czy Ty przypadkiem nie odwracasz pojęć i ról? Uczeń przychodząc na
| lekcję ma być wyposażony w chęć do nauki, ewentualnie w odrobioną
| pracę domową plus opanowany materiał.
I w zegarek, żeby mógł co minuta sprawdzać, ile czasu zostało do końca lekcji.




| Na tym polega jego przygotowanie. Nota bene przygotowanie _do_ lekcji.
Przygotowanie do lekcji, to chęć przeżycia ciekawej przygody,




nauki. To jest właśnie to, o czym piszesz.

a zdobywcy
przygód muszą się do ich zdobywania przygotować. Kiedy szedłeś z chłopakami na
wycieczkę, to sam się dowiadywałeś, co ze sobą zabrać, sam sprawdzałeś jakość
sprzętu, a w czasie wycieczki przekonywałeś się, co było Ci rzeczywiście
potrzebne, a ile rzeczy było zbędnych.



Chybiony przykład. Na wycieczce z chłopakami sami sobie jeśmy
nauczycielami. Jeśli zaś to jest wycieczka zorganizowana, z opłaconym
przewodnikiem/opiekunem, to jego obowiązkiem jest zatroszczenie się o
wszystko, co potrzebne na wycieczce. Ja i chłopaki słuchamy jego
instrukcji, robimy, czego od nas wymaga i samy z kolei wymagamy od
niego, żeby to faktycznie było _wszystko_.

Tak samo jest z przygotowaniem do
lekcji. Natomiast rola nauczyciela polega na tym, żeby pokazać przydatność
tego, co przyniósł ze sobą każdy uczeń.



Absolutnie nie. W takiej sytuacji nauczyciel nie ma żadnej bądź niemal
żadnej kontroli nad lekcją. Uczniowie przynoszą rzeczy
niekompatybilne, mało przydatne, mało adekwatne, bądź w ogóle nic nie
przynoszą - i lekcja pada. Lekcja jest jak bitwa - nauczyciel musi
mieć wszystko przygotowane w możliwie najdrobniejszych szczegółach.

| Przygotowanie
| samej lekcji - sposobu  prezentacji tematów, materiałów temu służących
| itp. itd. - to naprawdę domena nauczyciela. Nie oczekujmy od uczących
| się języka organizacji własnej nauki. To nie studia.
Na studiach jest na to dużo za późno. Do organizowania sobie własnej nauki
powinno się dzieci przyzwyczajać od przedszkola. I to wcale dzieci nie
przerasta. Trzeba tylko im dać szansę, a one to pięknie potrafią docenić.



Oczywiście, oczywiście. Szkoła powinna przygotowywać do samodzielnej
pracy, a dzieci lubią być współodpowiedzialne. Niemniej to jest
_dodatkowy_ (bardzo ważny, a jakże!, ale tylko dodatkowy) element
nauczania. Tak więc OCZYWIŚCIE należy powierzać jakąś tam
odpowiedzialność uczniom. Ale tylko w takim stopniu, by nie
podporządkowywać temu całego programu nauczania.

| Zaryzykuję. Otóż dlatego, że to jest bezsensowne pytanie.
Pytanie jest bardzo sensowne i bardzo uzasadnione



Uzasadnione na pewno. Ale bardzo bardzo źle zadane. Jak powiedziałem,
na takie pytanie nie można dobrze odpowiedzieć. We mnie na przykład
tego typu pytania (porównywalne w pewnym sensie z maksymalnie
irytującym "Co słychać?") wywołują jedynie złość. Przykro mi. Może to
takie pokolenie.

| Na tak zadane pytanie rzadko uzyska się satysfakcjonującą odpowiedź.
Skąd wiesz, jaka jest satysfakcjonująca mnie odpowiedź?:)



Zgaduję ;) Domyślam się, że satysfakcjonująca odpowiedź, to taka,
kiedy pytany w ogóle mówi coś w miarę treściwego.

| Ręczę Ci, że ja, mimo moich, jak sądzę, dość bogatych zainteresowań, nie
powiedziałbym nic ciekawego.
Już w tej grupie bardzo dużo powiedziałeś ciekawych rzeczy



Tak. Dlatego, że nikt nie pytał mnie "jakie mam zainteresowania" i nie
oczekiwał odpowiedzi w dwóch zdaniach. To jest właśnie to, o co mi
chodzi: o sobie, swoich zainteresowaniach, gustach itepe itede można
mówić "na bieżąco", stopniowo, między wierszami. Na zawołanie potrafią
tylko nieliczni. Warto o tym pamiętać przygotowując pytania na rozmowę
kwalifikacyjna.

| Może nawet przez to nie dostałbym się na studia.
Na studia dostają się wszyscy. Rozmowa kwalifikacyjna to nie egzamin. Inny jest
jej cel.



Niechby. W każdym razie wypadłbym niekorzystnie.

| Może
| ratowałbym się fotografią, bo to choć troszkę bardziej oryginalne.
| Jeśli ktoś nie ma "niezwykłych" zainteresowań, niewiele powie. Że co?
| Że lubi oglądać filmy? Podróżować? Czytać książki? Sport lubi? Muzykę
| lubi? Toż to mówi każda kandydatka na Miss Polonię - i za każdym razem
| brzmi równie żałośnie.
Na każdy temat można wiele powiedzieć, jeśli człowiek się nim pasjonuje.



Patrz wyżej, fragment o "'niezwykłych' zainteresowaniach". Jakkolwiek
to, że każdy powie wiele, jeśli tylko się czymś pasjonuje również nie
jest do końca prawdą. Nie wiem, czy umiałbym cokolwiek mądrego
powiedzieć zapytany, dlaczego interesuję się językoznawstwem,
fotografią, muzyką czy czym tam jeszcze.

Teraz
Ci odpowiem na swoje pytanie, dlaczego często nie uzyskuję odpowiedzi na moje
pytanie. Oczywiście nie dlatego, że młodzież nie ma zainteresowań, ale dlatego,
że nie potrafi o nich mówić.



Oczywiście. To własnie sam powiedziałem.
Bardzo często jest to pierwszy moment, kiedy
trzeba powiedzieć o filmie, a nie obejrzeć go, albo powiedzieć o muzyce, a nie
słuchać jej. Od "przygotowanych do



...

więcej »


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 9 Gru 2001, 08:30


oznajmił(a) światu:

| Poza tym przygotowanie czegoś takiego zajmuje mnóstwo czasu, czego
| nauczycielka nie rozumiała.
A czy nauczyłeś się kiedyś czegoś (nie tylko w celu zaliczenia) bez poświęcania
temu czasu?




równoległym poscie. Dodam może, że jednym z większych grzechów różnych
nauczycieli jest to, iż wydaje im się, że wszyscy uczniowie nie mają
żadnych innych przedmiotów, żadnych innych obowiązków i żadnych innych
zajęć i że mogą poświęcać cały swój czas na realizowanie ich
wspaniałych pomysłów. Skuteczne nauczanie moim zdaniem polega między
innymi na tym, żeby przekazać jak najwięcej na lekcji i wymagać
poświęcenia przez uczniów jak najmniejszej ilości dodatkowego czasu. W
dzisiejszych czasach jest to szczególnie ważne, jako że ludzie już od
młodości mają tego czasu stosunkowo niewiele.


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 9 Gru 2001, 08:32


oznajmił(a) światu:

| Ale gdzie znajdziesz nauczyciela, który interesuje się Pokemonami?
| Poza tym jak znaleźć temat, który zainteresuje większość?
Wcale nie musi interesować większości. Każdy uczeń może przygotowywać się do
lekcji w kierunku, który jego interesuje. Przecież nie wszyscy muszą mówić o
tym samym, ważne żeby 1. mówili, 2. mówili w miarę poprawnie



Uwaga, słowo-klucz: klasa. Ewentualnie: grupa. Mam nadzieję, że więcej
mówić nie muszę :)


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 9 Gru 2001, 08:32


oznajmił(a) światu:

A ja jestem dumna z niej, bo pamiętam, że sama niezbyt chętnie uczyłam się
na pamięć czegokolwiek i dopiero po latach przyznałam, że jest to potrzebne.



Na przykład do czego?


grawd1 - 9 Gru 2001, 08:35

| A czy nauczyłeś się kiedyś czegoś (nie tylko w celu zaliczenia) bez
poświęcania
| temu czasu?

Nie, ale w szkole jest dużo innych rzeczy do nauki. Nie można wymagać,
że uczniowie będą cały tydzień przygotowywać teatrzyk, i zapomną o
innych przedmiotach.
Michał Wasiak



Myślę, że przy przygotowywaniu teatrzyku, można też uczyć innych przedmiotów.
Można też zamiast teatrzyku przygotować na przykład całodniowy program
telewizyjny z działem kulturalny, edukacyjnym, informacyjnym, interwencyjnym
itp. I wiedzę z innych przedmiotów też tam włączyć. Można też zorganizować
dzień banku, gdzie i matematyka się zmieści (obliczanie odsetek, stóp
procentowych itp.) i historia bankowości (a przy okazji i kupiectwa w ogóle,
wiedza o lombardach itp.) i geografia (banki na całym świecie) i kontakty z
klientem (komunikacja językowa, a i elementy literatury, np. "Lalki") i reklama
(elementy retoryki). Wszystko można tak przemyśleć, że nauka będzie
przyjemnościa. Największy problem tkwi w tym, że do takich lekcji muszą
przygotowywać się nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele. I o ile ci pierwsi
(uczniowie) mają mnóstwo pomysłów, zapału i dobrej woli, o tyle tym drugim
(nauczycielom) po prostu się nie chce. Nauczyciele różnych przedmiotów
musieliby się nauczyć pracować zespołowo, układać wspólne programy nauczania,
żeby zagrać wszystkie elementy razem. A to wymaga nie tyle nawet czasu, co
zaangażowania w pracę. O wiele łatwiej przecież zadać do przeczytania kilka
stron z podręcznika, odpytać, pokrzyczeć, postraszyć.
Grażyna


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 9 Gru 2001, 08:52


| Jeżeli lubisz piosenkę, często jej słuchasz i wiesz jakie słowa tam
| występują (choćbyś nie znał znaczenia), to szybko zapamiętasz cały
| tekst.
| I co z tego? Znajomość piosenek na pamięć to już problem tego, kto ich
| słucha. Nie ma związku z nauką języka. Oczywiście inna para kaloszy,
Dlaczego problem? Zupełnie nie rozumiem Twojej uwagi.



"Problem" nie w znaczeniu "kłopot", a "sprawa".

| | | Jedną z najważniejszych rzeczy w nauczaniu języków jest to, żeby uczeń
| | | widział cel w tym, czego się od niego oczekuje. W uczeniu się na
| | | pamięć tekstów doprawdy trudno znaleźć cel/zasadność. Istotą nauczania
| | Ja widzę jasno i wyraźnie :)
| | O! Podzielisz się?
| Cały czas o tym piszę.
| Wciąż nie zauważyłem, byś podał jakikolwiek realny cel. Czy możesz

Celem jest zapamiętanie ogromnej ilości słów.



Wyraźnie nie rozumiesz, co chcę powiedzieć. Chodzi o _realny_ cel. Nie
jakieś tam "Wykuj, Jasiu, ten tekst na pamięć, to będziesz znał
słówka". W pojęciu uczącego się (słusznym zresztą) kucie tekstów na
pamięć nie ma żadnego realnego komunikacyjnego tekstu. Pytanie, jakie
sobie zadaje uczący się brzmi: "Czy ja kiedykolwiek będę potrzebował
wyrecytować z pamięci ten tekst?". Odpowiedź może być tylko jedna:
nie. Cel może mieć odgrywanie sytuacji, opisywanie czegoś, uzyskiwanie
informacji itd. itp. Nie bez powodu podstawowym narzędziem w
dzisiejszym nauczaniu języków, w tzw. metodzie komunikatywnej, jest
luka informacyjna oraz interakcja, w tym uczeń-uczeń. Jak się do tego
kucie tekstów na pamięć? Nie mam pojęcia.

| | | języka jest dostarczenie _prawdziwego_ kontekstu dla uczonego
| | | materiału.
| | A tego zdania ani w ząb nie rozumiem.
| | Jeśli niejasno się wyraziłem, przepraszam. Już tłumaczę. Pisząc o
| | kontekscie, miałem na myśli realną sytuację komunikacyjną, w której
| | można użyć uczonych elementów języka. Chodzi o to, żeby skłaniać
| | ucznia do mówienia, nie do recytowania z pamięci. Człowiek uczący się
| | języka obcego to nie papuga.
| Trochę jednak papuga. Nie można o tym zapominać.
| Tylko trochę. Czy przeczytałeś uważnie powyższy akapit, czyli
| wyjaśnienie zdania, którego nie zrozumiałeś?
Tak. W ,,realnych sytuacjach komunikacyjnych'' stosuje się często
ustalone wzory. Jak papuga.



Chodzi właśnie o to, żeby tak nie było.

W końcu dla co najmniej dziewięćdziesięciu procent uczących się języka
celem jest sprawne posługiwanie się tamtejszym schematem.



Tak. Co nie zmienia faktu, iż uczenie się języka ma być czymś więcej
niż zapamiętaniem całych rozmówek polsko-niepolskich.

Zresztą między innymi dlatego, że dziewięćdziesiąt procent chce się
"po prostu porozumieć", uczenie się tekstów na pamięć będą postrzegać
jako zupełnie bezcelowe.


grawd1 - 9 Gru 2001, 09:25

Rafał:

Skuteczne nauczanie moim zdaniem polega między
innymi na tym, żeby przekazać jak najwięcej na lekcji i wymagać
poświęcenia przez uczniów jak najmniejszej ilości dodatkowego czasu.



No tutaj się chyba nigdy nie zgodzimy, ale przecież dyskusja nie zakłada
idealnej zgodności sądów dyskutantów. Ja uważam, że samokształcenie powinno być
procesem nieustającym - i w szkole i poza szkołą. Przecież człowiek uczy się
dla siebie, nie dla nauczycieli. Zauważ, że im więcej nauczyciel przekaże na
lekcji, tym więcej trzeba sobie utrwalać po lekcji:)

W dzisiejszych czasach jest to szczególnie ważne, jako że ludzie już od
młodości mają tego czasu stosunkowo niewiele.



A cóż oni mają innego do roboty poza nauką?
Grażyna


"Rafał \"Negrin\" Lisowski" - 9 Gru 2001, 09:31


oznajmił(a) światu:

| Skuteczne nauczanie moim zdaniem polega między
| innymi na tym, żeby przekazać jak najwięcej na lekcji i wymagać
| poświęcenia przez uczniów jak najmniejszej ilości dodatkowego czasu.
No tutaj się chyba nigdy nie zgodzimy, ale przecież dyskusja nie zakłada
idealnej zgodności sądów dyskutantów. Ja uważam, że samokształcenie powinno być
procesem nieustającym - i w szkole i poza szkołą. Przecież człowiek uczy się
dla siebie, nie dla nauczycieli. Zauważ, że im więcej nauczyciel przekaże na
lekcji, tym więcej trzeba sobie utrwalać po lekcji:)



Jasne, jasne. Tu się zgadzamy - samodokształcanie. Jednak
samodokształcanie jest procesem indywidualnym i dobrowolnym. Nie ma
czegoś takiego jak obowiązkowe samodokształcanie :) A coś właśnie
takiego zdajesz się proponować. A utrwalanie materiału z lekcji to też
inna bajka.

| W dzisiejszych czasach jest to szczególnie ważne, jako że ludzie już od
| młodości mają tego czasu stosunkowo niewiele.
A cóż oni mają innego do roboty poza nauką?



Nie mam pojęcia :) Ale i tej nauki coraz więcej.


Marcin 'Qrczak' Kowalczyk - 9 Gru 2001, 10:28


Nie doceniasz dzieci. Wystarczy im zasygnalizować czego mają szukać
i gdzie, a poradzą sobie znakomicie. Zaproponuj dzieciom robienie
reklamy jakiegoś produktu w obcym języku, a i opis tego produktu
wyszukają i różne reklamy podobnych produktów przyniosą, a jaka
zabawa będzie z wymyślaniem hasła reklamowego,



Niektórzy są z takim sposobem uczenia się zupełnie niekompatybilni.
Na przykład ja. Szlag mnie trafiał, kiedy na lekcjach języków pojawiały
się teatrzyki (na szczęście były rzadkie).

Gorzej, że trudności w wymyślaniu treści są oceniane jako nieznajomość
języka. Ja, umysł ścisły, nie umiałbym takich rzeczy i po polsku. Inna
sprawa, czy powinienem umieć wymyślić rozmowę w jakiejś nietypowej
sytuacji, i teraz tego nie oceniam - po prostu nie należy tego mieszać
z oceną postępów w nauce języka.

Albo zaproponuj przygotowanie spektaklu teatralnego - teraz na
przykład mogłyby być pastorałki - i kawałek kultury drugiego
narodu poznają i różne odmiany języka. Czy przygotowanie audycji
telewizyjnej (informacji, reportażu itp.) - nawet "największe lenie"
będą się bawić.



Nic podobnego! Część osób (humaniści) może i będzie się bawić,
dla innych (ściśli) to będzie męczarnia. To naprawdę mocno zależy od
człowieka i jest niezależne od lenistwa. Zgaduję, że większy wpływ ma
lewo/prawopółkulowość.

Jeśli nawet nauczyciel by się dobrze w takiej sytuacji bawił, to nie
ma prawa zakładać, że uczniowie też. Zwłaszcza jeśli nauczyciel jest
humanistą - wtedy nie rozumie, jakie przykre to jest dla innych.
Nie znoszę takich lekcji!

Z podobnego powodu etap zuchów obrzydził mi harcerstwo. Bal
przebierańców i rysowanie ilustracji do bajek przepełniły czarę.
Wymuszona zabawa jest antyzabawą.

W sprawie regułek / tekstów: ja potrzebuję regułek. Teksty nie
mogą zastąpić znajomości wszystkich praw potrzebnych do rozumowego
skonstruowania danej formy. Tekstów na pamięć musiałoby być koszmarnie
dużo i musiałbym mieć niesamowicie wyćwiczoną pamięć, żeby wystarczały.
Ta bariera jest zdecydowanie za wysoka. Teksty mogą najwyżej utrwalać
formy i osłuchiwać się z nimi, ale muszę wiedzieć, jak je tworzyć,
żeby było co utrwalać.

Być może uczenie się przez regułki jest mniej efektywne. Jeśli tak,
to po prostu tacy ludzie są skazani na mniej efektywną naukę języków -
uczenie się na pamięć jest dla nich jeszcze gorsze.

| Na tym polega jego przygotowanie. Nota bene przygotowanie _do_ lekcji.

Przygotowanie do lekcji, to chęć przeżycia ciekawej przygody,
a zdobywcy przygód muszą się do ich zdobywania przygotować.



Zazwyczaj nie mam czasu na przygody. Może w szkole podstawowej miałem
więcej czasu.

| Zaryzykuję. Otóż dlatego, że to jest bezsensowne pytanie.

Pytanie jest bardzo sensowne i bardzo uzasadnione



Nie jest - przynajmniej względem części pytanych. Jest za ogólne
i wymaga wyszukania powiązań od nienaturalnej strony. Nie potrafię
sensownie odpowiadać na pytania w rodzaju "czego nauczyłeś się w
szkole średniej" albo "jakie książki przeczytałeś" albo "w jakich
najciekawszych dyskusjach brałeś udział" albo "jakich ludzi znasz,
opowiedz o nich". To znaczy odpowiedź będzie na nieproporcjonalnie
niskim poziomie względem oczekiwań: wydawałoby się, że skoro mam wybór,
to powiem coś naprawdę ciekawego. Niestety to nie takie proste
i łatwiej jest odpowiadać na konkrety, chociaż oczywiście problem
wtedy jest inny: mogę akurat tego konkretu nie znać (a znać inne).

To tak, jakby dać komuś książkę telefoniczną i kazać w niej sprawdzić,
jak nazywa się osoba mająca dany numer telefonu. Co z tego, że
wszystkie informacje są dostępne - po prostu w tę stronę się ich
nie wyszukuje. Nie umiem odpowiadać na tak postawione pytania.


Marcin 'Qrczak' Kowalczyk - 9 Gru 2001, 10:28


Uczyłaś się niechętnie, bo poza wyrecytowaniem "na stopień"
nic z tym wyuczonym tekstem się nie robiło, ale gdyby tak jakaś
inscenizacja... dla kolegów, rodziców...



NIEEE!!! Oddalcie ode mnie ten koszmar. I od biednych uczniów.


Sulim'a - 9 Gru 2001, 11:05






. Pewnie, że Białoszewski mógł

wymyślić zdanie ,,jakżeś nieprzecedzona w zachwycie łyżko
durszlakowa''. Tyle, że tak nie należy porozumiewać się z ludźmi,
jeżeli chce być się zrozumianym.



Uważam to zdanie (Białoszewskiego) za niezwykle urodziwe. Nie wiem, dlaczego
uważasz, że takim cacuszkiem nie można się porozumieć z innymi. Otóż ze mną
można.
Bez takich zdań byłoby okropnie nudno. Czyż nie?
Czy wolno mi _zaprosić_ także innych do odpowiedzi?

Sulim'a

Michał Wasiak




Strona 1 z 71, 2, 3, 4, 5, 6, 7


Pokrewne wątki

punkty na pg-eti
Do łosi którzy nie zmieniają opon na zimowe
Po co są słowniki?
Mołdowa
Fotoradar
Rozpłatanie, czyli operacja niepalstyczna arystokratycznej głowy...
język holenderski
Załamuje mnie...
Pałac Kultury
Zdanie, częsci zdania. części mowy
46794876 spotkanie p.r.t. uwazam za owocne!
Nie jestem szczęśliwy
Atmosfera :>
ze tez na to nie ma policji... samowolka drogowa i lamanie przepisow przez zlot VW
Inicjatywa ustawodawcza reformy ortografi
Zbieranina postów z grup dyskusyjnych | Index
Linki,